O co chodzi?

Może myślisz, że gdybyś mieszkał w Afryce, codziennie oglądałbyś zebry, słonie czy żyrafy. Bardzo się mylisz. 95% dzieci w większości afrykańskich krajów nigdy nie zobaczy dzikiego zwierzęcia. Zostały już tylko ostatnie skrawki ziemi, rezerwaty ochrony przyrody, w których można zobaczyć tę Afrykę, którą masz w głowie.

Jeden z sześciu (sześciu! jeszcze dziesięć lat temu było ich trzysta!) ostatnich rezerwatów w Zimbabwe stoi na skraju przepaści. Dyktatura prezydenta-generała Mugabe bezprawnie odbiera farmy właścicielom, na zwierzęta w parku polują uzbrojeni kłusownicy, a w rezerwacie brakuje nawet najbardziej podstawowego sprzętu.

I my to zmienimy. Uratujemy to miejsce – rezerwat Imire w Zimbabwe, jedno z najwspanialszych miejsc Afryki.

Imire to rezerwat, czyli spory ogrodzony teren, na którym zwierzęta żyją wolno. Słonie, żyrafy, zebry, guźce, antylopy, nosorożce… Razem 1500 sztuk wielu gatunków.

W promieniu 50 km to jedyne miejsce, gdzie występują jakiekolwiek zwierzęta. W związku z tym Imire jest celem ciągłych ataków kłusowników. W Zimbabwe kłusownicy to żołnierze, uzbrojeni w karabiny Kałasznikowa albo .375, którzy zabijają każdego, kto z stanie im na drodze.

Za skórę zebry na czarnym rynku płaci się 1000 dolarów, za lwa – dwa i pół.Kilogram sproszkowanego rogu nosorożca jest wart 70 tys. dolarów – dwa razy więcej niż złoto. Wszystko dlatego, że Chińczycy wierzą, że róg nosorożca ma właściwości magiczne i lecznicze (choć medycyna temu przeczy).

Przeciwko wojskowym najemnikom, polującym na zwierzęta stają źle wyposażeni, biedni strażnicy rezerwatu, którzy dzień w dzień narażają swoje życie, żeby te zwierzaki ochronić. Mają broń z 1965 roku, zamiast porządnych butów do buszu – kalosze, brakuje im krótkofalówek, mundurów, latarek, nie mówiąc o poważniejszych zabezpieczeniach.

Wszystkie pieniądze, jakie Imire generuje dzięki farmie kukurydzy, którą prowadzi, poświęca na opiekę nad zwierzętami. Wszyscy w Imire żyją „na zero” lub pod kreską. Zwierzęta są dla nich ważniejsze niż ich własne życie. 

Z roku na rok sytuacja jest coraz gorsza. Jeśli im nie pomożemy, zwierzęta zaczną ginąć, a wraz z nimi ludzie, którzy próbują je chronić. To się już w Imire zdarzyło, w 2007 roku. Oddział uzbrojonych najemników zabił siedem nosorożców i okaleczył kilka osób.

To jest ostatni moment, żeby uratować Imire.


 

 

Co chcemy razem zrobić?

Kupimy rzeczy potrzebne w rezerwacie, by zagwarantować bezpieczeństwo zwierzaków i ludzi, którzy ich bronią. W Zimbabwe większość z nich jest zupełnie niedostępna albo bardzo droga, a Imire nie ma środków, by inwestować w sprzęt – wszystkie pieniadze przeznaczają na ratowanie i leczenie zwierząt.

Bez naszej pomocy nie mają szans skutecznie przeciwstawić się dobrze wyposażonym kłusownikom. Prosty przykład: krótkofalówka Motorola GP3401, która w Polsce kosztuje 3000 zł, a dzięki pomocy dystrybutora, możemy ją kupić za połowę ceny, 1500 zł. Ma moduł GPS, który pozwoli szybko lokalizować siły szybkiego reagowania i koordynować obronę w przypadku ataku na nosorożce. Łączność to podstawa każdego działania na tak olbrzymim terenie jak Imire.

Proste latarki patrolowe potrzebne do skutecznej ochrony rezerwatu w nocy – w Imire nie ma ani jednej sztuki. Buty trekkingowe dla strażników, które pozwolą im biegać szybciej i działać sprawniej. Dziś chodzą w za dużych kaloszach. Panele słoneczne pozwolą na podtrzymywanie systemu radiowego i kluczowego sprzętu w trakcie przerw w dostawie prądu, które czasem trwają tygodniami.

Na takie inwestycje Imire nigdy nie będzie stać, a jeśli się wszyscy zrzucimy, niesamowicie poprawimy poziom bezpieczeństwa w rezerwacie. To się bezpośrednio przekłada na życie i zdrowie wszystkich zwierzaków oraz ludzi, którzy je chronią. Dla nas – mała sprawa. Dla nich – olbrzymia, wręcz nieosiągalna.

Tak więc, kupimy wszystko, co poprawi bezpieczeństwo – krótkofalówki, latarki, lornetki, laptopy, drony wyposażone w czujniki podczerwieni do patrolowania terenu, odpowiednie buty, a jeśli się uda, też ogrodzenie, lasery i panele słoneczne. Szczegóły znajdziecie w sekcji PROGI poniżej.

 



Za 10 tys. kupimy wszystko, co poręczne. Kupimy kompletny system łączności radiowej i oprogramowanie do zdalnego monitorowania GPS, latarki, mundury i profesjonalne buty do buszu.


Zbudujemy centrum edukacyjne dla dzieci pracowników Imire. Kupimy laptopy, na których będą mogły uczyć się obsługi komputera, na co bez takiej pomocy nie mają żadnych szans.

To jest najlepszy model współczesnej ochrony przyrody – rezerwat musi się wszystkim opłacać. Strażnik, którego dziecko może się uczyć w Imire obsługi komputera, czego sam nie będzie mu w stanie nigdy zapewnić, zrobi wszystko, żeby rezerwat przetrwał, bo niesie korzyść również dla niego.

Takie centrum edukacyjne dla dzieci oznacza też przynajmniej dwustu nowych informatorów (ich rodziców), którzy poinformują Imire o wszelkich próbach zdobycia informacji przez kłusowników. Bezcenny zasób.

Imire bardzo dba o relacje z okoliczną społecznością – prowadzi klinikę i ambulans, wolontariusze prowadzą zajęcia w szkołach, a na terenie rezerwatu organizowane są zielone szkoły dla okolicznych dzieci. Wszystko za darmo.


Kupimy drony z kamerami na podczerwień, pozwalające patrolować nocą obrzeża rezerwatu, nie narażając ludzi (bo kłusownicy strzelają do każdego, kto pojawi się w zasięgu wzroku). To będzie gigantyczna zmiana. Dron oznacza błyskawiczną reakcję, dostęp do informacji, bezpieczeństwo. Dla Imire to byłby skok w nadświetlną. Spróbujmy!

Co z tego masz?

Oprócz nagród w tym projekcie i poczucia, że realnie zmieniłeś kawałek świata na lepsze..?

Projekt Tatende to świetna frajda. Możesz na bieżąco śledzić wydarzenia w rezerwacie i zobaczysz sprzęt kupiony dzięki Tobie w działaniu.

Prowadzimy tę akcję od pięciu lat i możemy przysiąc z ręką na sercu – nie ma przyjemniejszego uczucia radości, dumy i satysfakcji od tego, gdy widzisz zdjęcie małego bobasa nosorożca, który przeżył, bo Ty, gdzieś z dalekiej Polski, zupełnie z zaskoczenia, postanowiłeś poświęcić dla niego odrobinę swojego czasu i pieniędzy.

 

Nagrody


Przyjrzyj się dokładnie sekcji NAGRODY! Akcję Tatende wspiera wiele osób i firm, więc mamy sporo bardzo nietypowych prezentów. Czekają na Ciebie:

 książki Tomka Michniewicza „Świat równoległy” z autografem
 udział w audycji radiowej na żywo w Polskim Radiu
 unikalne certyfikaty przyjaciela rezerwatu Imire
 afrykańskie zdjęcia wydrukowane na płótnie
 trening z Oddziałem Specjalnym Żandarmerii Wojskowej
 sygnowane, numerowane ilustracje Tomka Larka
 pamiątki przywiezione z Zimbabwe
 lekcje wokalu lub na dowolnym instrumencie w Akademii Rocka
 kolacja z Anitą Werner wspierającą projekt Tatende w restauracji Lokal 14
 gry w Room Escape, które dadzą Wam namiastkę przygody w buszu 
 zwiedzanie redakcji „Rzeczpospolitej” i Polskiego Radia
 a nawet wielka wyprawa do Zimbabwe!


Motorem napędowym akcji Tatende jest Tomek Michniewicz – dziennikarz, podróżnik, autor książek reporterskich i programów w radiu i telewizji. Możecie go znać z radiowej Trójki, Jedynki, telewizji TTV lub z niezliczonej ilości pokazów na festiwalach podróżniczych. Prowadzi projekt Tatende od pięciu lat ze swoim kilkuosobowym zespołem i przy zaangażowaniu setek ludzi.

Nikt na tej akcji nie zarabia, robimy to wyłącznie z przekonania, że afrykańską przyrodę trzeba ratować, bo za kilka lat nie będziemy mieli czego podziwiać.