Wiosna to wyjątkowo miły czas na podróże. Wszystko budzi się do życia, a w nas budzi się chęć do zwiedzania. Tym razem, na zaproszenie Biura Podróży ITAKA, Łowcy Trendów odwiedzili Lazurowe Wybrzeże, aby testować hotele, podziwiać piękne nadmorskie widoki i odwiedzać różne ciekawe miejsca 🙂 Czyż praca trendsettera nie jest piękna…?

plaza1

Chmury…z każdej strony wyglądają tak samo… 🙂 Ale jak już znikną, można poczuć się jak w google earth 🙂
Po niezbyt długiej, podniebnej podróży i podziwianiu świata z lotu rakiety wylądowaliśmy wprost pod palmami… szarobury krakowski poranek zamienił się w przepiękny widok daktylowców na Lazurowym Wybrzeżu.

Podążając Promenade de Anglais, nadmorską ulicą Nicei, zdejmując w międzyczasie ciepłe kurtki, podziwialiśmy wielkie hotele unoszące się tuż nad absolutnie błękitnym morzem.
Chwilę potem ostatnie zdanie taksówkarza zatrzymującego się pod West-End Hotel**** hotel. Wytrąciło nas nieco z zachwytu – 40 euro s’il vous plaît 🙂 Hm… biorąc pod uwagę odległość, nieco ponad 6 km, od lotniska do celu naszej podróży, cena mogła zastanawiać. Może tyle kosztuje tam „otwarcie drzwi?” Jednak nie wnikając w szczegóły, zabraliśmy bagaże i ruszyliśmy w stronę wejścia. Hotele taki jak ten można zamówić na hotels.itaka.pl – rezerwując na dowolną liczbę dni, korzystając z nowej oferty ITAKI – „Hotele z dojazdem własnym.”

n1

Niezwykle miła obsługa ze szczerymi, szerokimi uśmiechami powitała nas przy wejściu melodyjnym: BONŻUR 🙂
Chociaż „bonżur” nie wymaga jakiś specjalnych umiejętności lingwistycznych ucieszyliśmy się, gdy jedna z pań okazała się mówić w języku angielskim 🙂
Majestatyczny hotel z bajkowo podświetlanymi balkonami okazał się przestronny i bardzo elegancki. Pomimo, że widać było po nim upływający czas, starano się utrzymać prestiżowy styl i wyjątkowość. Zadbane wnętrza i doskonała czystość, to to co dało się odczuć na pierwszy rzut oka. Apartamenty i pokoje dostosowane do potrzeb gości. Duże i przestronne łazienki, oddzielne ubikacje i wszechobecny porządek. A na śniadanie wszystko – do wyboru: w stylu angielskim, francuskim czy polskim. Nawet obsługa restauracji była polskojęzyczna 🙂 Osobna restauracja hotelowa dostępna była także dla gości z zewnątrz. Eleganckie sale konferencyjne zapełnione były niemal codziennie gośćmi z całego świata.

Widok z okna nie przypominał nijak widoku z rodzimego balkonu 🙂 Błękitne morze, wysokie palmy (obwieszone światełkami choinkowymi) i zastanawiające rzędy krzeseł ustawionych przy plaży w stronę ulicy… trybuny nieco psuły to ogólne wrażenie, jednak chwilę potem dowiedzieliśmy się dlaczego wyrastają one akurat przed naszymi oknami.

f3

Początek wiosny jest w Nicei czasem parad karnawałowych. Idealnie trafiliśmy na niemal codzienne, bardzo kolorowe przemarsze wielkich na 6 metrów, ruszających się manekinów. Ogromne platformy kierowane przez profesjonalistów poruszały się powoli nadmorską promenadą. Rytmiczna muzyka i wszechobecna radość, taniec i zdziwienie… Z każdą chwilą pojawiały się coraz dziwniejsze zestawienia: trochę przerażające twarze wielgachnych lalek, przedstawiających postaci z bajek o słodyczach 🙂
Udało nam się przetrwać kilka godzin nagrywając krótkie filmiki i robiąc zdjęcia.

f8

Po odespaniu karnawałowych atrakcji ruszyliśmy na wycieczkę do Monaco, którą odbyliśmy inaczej niż w dotychczas, czyli nie samochodem, a pociągiem, co dało pełny i prawdziwy obraz Côte d’Azur. W pociągu ludzie spieszący się do pracy i szkół, młodzież, matki z dziećmi, a na drodze biznesmeni w mercedesach i żebracy na przystankach.
Przejazd pod domami, bardzo wąskimi tunelami, krótkie przystanki i jesteśmy.

mon2

Monaco – wydawałoby się – fantastyczne miejsce, jakoś nie powalało przepychem, ani bogactwem. Przynajmniej tym widocznym na zewnątrz… może to przez pogodę, ale wydawało się, jakby czas zatrzymał się tutaj na początku lat 90-tych. Apartamenty i hotele piętrzyły się nad naszymi głowami, gdzieniegdzie błyszczał nowiutki drapacz chmur. Aby więc poczuć smak przepychu ruszyliśmy w stronę portu. Jachty, duże i te mniejsze, jedne piękne i majestatyczne, inne skromniejsze… ale i tak warte miliony euro. Wybieraliśmy modele na przyszłe zakupy.

m1

W końcu ruszyliśmy w stronę sławnego kasyna Monte Carlo. Żeby dostać się w górę trzeba było odnaleźć schody, lub łatwiej: windę. Windy prowadzące na piętra tego małego księstwa były jedną z bardziej zaskakujących możliwości przemieszczania się, oprócz oczywiście setek schodów. Z powodów zrozumiałych, woleliśmy schodzić po schodach, a wyjeżdżać windą. Krótkie uliczki usiane butikami sławnych projektantów mody, biżuteryjne wystawy i mega drogie zabawki, ale jedno bardzo rzucało się w oczy: każdy z tych bardzo bogatych kierowców, którzy powozili Bentleyami, czy Rolls Roysami zawsze, ale to zawsze zatrzymywali się widząc jak ktoś podchodził chociażby do krawężnika z zamiarem przejścia na drugą stronę ulicy.

m5

Fantastyczne Casino Monte Carlo pyszniło się na środku placu obsadzonego śródziemnomorską roślinnością – pomimo bardzo wczesnej wiosny kwitło tam mnóstwo kwiatów. Oczywiście ważnym punktem programu było podziwianie rumaków niespotykanych u nas na co dzień. Najnowsze mercedesy wydawały się tam jednymi z gorszych marek samochodowych. Bentley, Aston Martin, Rolls Roys, Maserati – było na co popatrzeć. Kobiet niestety nie było zbyt wiele, a jeżeli już to ubrane w puchowe kurtki. Tak na marginesie: Gdyby wiedzieli jak wygląda prawdziwa zima. Zresztą poziom odczuwania zimna i style ubrania były tam tak różne, że ktoś z zewnątrz nie mógłby określić jasno, jaka jest pora roku: niektórzy otulali się szalami i wkładali puchowe kurtki, inni paradowali z krótkich spodenkach i koszulkach.

f1

Casino Monte Carlo. Oczywiście z dziką rozkoszą weszliśmy do środka i po przedstawieniu dokumentów mogliśmy oddać się przyjemności zagrania w różnorodne gry. Wybraliśmy ruletkę. Kilka trafień…małe wygrane. Zagraliśmy o większą stawkę i udało się – 100% do przodu! Żeby jednak nie przesadzić i nie dać się zwariować wyszliśmy z kasyna dumnym krokiem z niezłą sumką w rękach i poszliśmy na pizzę.

Ponieważ Francuzi uwielbiają naleśniki, robią z nich nawet pizze, które nie powalały wielkością, więc w sumie można było ich zjeść co najmniej 4.

pizza

Ostatnim naszym przystankiem w tej części Francji było Cannes. Miejsce osławione festiwalami filmowymi i aleją gwiazd. Piękna nadmorska promenada i dużo butików, najlepszych i najdroższych projektantów.

Po drodze spróbowaliśmy miejscowych „crêpes” czyli naleśników – Francuzi uwielbiają naleśniki. Jędza je ze wszystkimi jadalnymi dodatkami. Odcisnęliśmy też wirtualnie nasze dłonie, obok znanych osobistości…i po spacerze po Cann, które nie zrobiło na nas jakiegoś większego wrażenia wróciliśmy do hotelu.

c6

Oczywiście wszystko co dobre szybko się kończy, więc te kilka dni minęło jak jedna chwila. Chętnie wrócilibyśmy tam do miejsc których nie zdążyliśmy zobaczyć – takich jak np. Èze… Ale o tym napiszemy następnym razem.

c5

Biuro Podróży ITAKA – organizator wycieczki, okazał się być rzetelnym przewodnikiem i wartym polecenia partnerem podróży. Warto skorzystać z nowej oferty ITAKI – „Hotele z dojazdem własnym”, żeby wybrać opcję najlepszą dla naszych potrzeb. Oczywiście polecamy także Hotel West-End, który ugościł nas iście po królewsku i pozwolił odpoczywać po licznych wycieczkach, za co jeszcze raz dziękujemy!